Gastro książki dla foodies vol 2
Na razie idę zgodnie z planem narzuconym sobie w 2016 roku i pochłaniam minimum cztery książki w miesiącu. Minął luty a ja mam dla Was nową listę tytułów.
Na razie idę zgodnie z planem narzuconym sobie w 2016 roku i pochłaniam minimum cztery książki w miesiącu. Minął luty a ja mam dla Was nową listę tytułów.
Rok 2016 rozpoczęłam od twardych postanowień – przede wszystkim muszę w końcu przeczytać te wszystkie książki, które nagromadziłam przez ostatnie lata. Nawet obiecałam sobie, że żadnej nowej nie kupię dopóki nie uporam się ze „starociami” (już wiem, że bana na zakupy zniosę w przyszły weekend – szykuje się wyprzedaż w Bookoff). Tymczasem mamy już za sobą pierwszy miesiąc nowego roku a ja pierwsze pięć książek. W ten oto sposób powstał mój subiektywny
Kup komuś na prezent albo dla siebie – bo ładne, ciekawe, z pięknymi zdjęciami i proste w obsłudze a dodatkowo zabawne (o tym na końcu). Jeżeli nie masz pomysłu na prezent to książki kulinarne zawsze są dobrym pomysłem – szczególnie teraz w dobie wszechobecnej fascynacji kulinariami. Poniżej znajdziesz sześć propozycji wydawniczych, które musisz kupić albo dostać pod choinkę – napisz list do Mikołaja albo podszepnij komu trzeba do ucha. Możesz też
Ciągnie mnie do azjatyckich smaków i nawet tego nie ukrywam. Na blogu najwięcej recenzji dotyczy właśnie restauracji tajskich, wietnamskich, japońskich czy chińskich. Nie mogę się uwolnić od nieustającej chęci wąchania i smakowania tych bogatych w aromaty dań – tajskie zielone curry czy wietnamska pho są moimi ulubieńcami. Ale co zrobić kiedy nie mam czasu czy okazji żeby jadać w azjatyckich restauracjach tak często jakbym chciała. Postanowiłam w końcu nauczyć się
Znowu mi się uzbierała niezła sterta zaległych numerów. Leżą i czekają na ten odpowiedni moment w miesiącu, kiedy nie będę miała już żadnych wymówek i wszystkie te magazyny kulinarne przeczytam w jeden weekend. Nie mogę się im oprzeć – tym wszystkim pięknym zdjęciom, apetycznym opisom, ciekawostkom z gastronomicznego świata. Każdy jest inny choć poruszają ten sam temat – jedzenie. Kupuję je nałogowo i kolekcjonuję od lat. Poniżej przedstawiam Wam moją
Za dwa tygodnie minie rok od kiedy nie jem mięsa. Nad taką decyzją zaważyły aspekty moralne, doszły do nich jeszcze obawy zdrowotne (o nich piszę na końcu tego tekstu). W międzyczasie miałam mięsne incydenty (ostatni ponad pół roku temu) a każdy kończył się niestrawnością. To mnie dodatkowo utwierdziło w przekonaniu – mięso mi ewidentnie nie służy. Najważniejsze jednak jest to, że wcale za nim nie tęsknię. Co innego mam z
Czy zwracacie uwagę na to co jecie, albo raczej na to czym się odżywiacie? Jest bowiem wielka różnica pomiędzy jedzeniem a odżywianiem się – można opychać się całymi dniami potrawami pozbawionymi cennych dla nas składników odżywczych i mieć przy tym anemię. Otóż jeżeli do tej pory nie zwracaliście uwagi na to co wkładacie do swoich ust i czym karmicie swoje ciało lub macie już świadomość tego jak ważny jest dobrej jakości produkt
Jak nie zagubić się przed sklepowym regałem z winami? Jak dobrać wino do potrawy? Jakiej odpowiedzi udzielić kelnerowi w restauracji kiedy pyta jakiego napijemy się wina? Wiadomo, że trening czyni mistrza i im więcej degustujemy tym większą mamy wiedzę o swoich preferencjach. Ale jeżeli potrzebujecie uzupełnić podstawową wiedzę o winach, o rodzajach szczepów, znanych regionach winiarskich, o tym czym kierować się przy wyborze wina w restauracji albo w sklepie –
Książka Restauracja Babylon – trafiłam na nią rok temu poszukując w Empiku lekkiej lektury na długi majowy weekend. Imogen Edwards-Jones jest autorką między innymi książki Hotel Babylon, na podstawie której nakręcono brytyjski serial o tym samym tytule (aż 4 sezony, które kilka lat temu pochłonęły sporo mojego czasu). Oprócz Hotelu Babylon jest jeszcze Air Babylon, Fasion Babylon, Szpital…, Plaża.., Śluby…(koniecznie muszę je przeczytać) i Restauracja Babylon. W każdej z nich
Dieta bez pszenicy Williama Davisa to kolejna książka, która miała bardzo duży wpływ na mój sposób odżywiania się w minionym roku. Nie chcę Was jakoś bardzo przekonywać do nie jedzenia pszenicy – nasłuchaliście się pewnie już dużo o złym wpływie glutenu na nasze ciała i mózgi. Niektórzy z Was uważają, że to straszne brednie i kolejna fala mody na dietę a na gluten powinni uważać jedynie chorzy na celiakię. Przeczytajcie książkę