Little Hungry Lady

Blog o zdrowym jedzeniu w restauracjach oraz szybkim gotowaniu.

Dlaczego w blogosferze kulinarnej nie ma pieniędzy?

Krótki wstęp z wyjaśnieniem dla nowych czytelników – bloga piszę już 3 lata (pierwszego września minie 3) i od początku był to blog restauracyjny. Z racji rozpoczętych studiów oraz 10-letniej wkrętki w zdrowe żywienie od grudnia 2015 zaczęły pojawiać się u mnie wpisy o zdrowym jedzeniu oraz pomysły na szybkie i zdrowe gotowanie. Po zaledwie 15 takich postach (na ponad 500 innych) przyklejono mi łatkę blogerki kulinarnej. No rzeczywiście – zrobienie jajecznicy, koktajlu czy owsianki to bardzo poważne i skomplikowanie gotowanie (kto czyta bloga wie o co chodzi a nazywanie mnie blogerką kulinarną to istna obraza dla osób, które potrafią gotować). Ale wraz z nową etykietą przyszły nowe propozycje współpracy i tak oto poznałam tajemnice świata rondlarek czyt. blogerek kulinarnych (więcej tu kobiet więc tak będę pisała). Teraz już wiem dlaczego w blogosferze kulinarnej nie ma i nigdy nie będzie wielkich pieniędzy.

Poniżej umieszczam listę moich subiektywnych spostrzeżeń i olbrzymich uogólnień. Wiem, że czytają mnie również blogerzy kulinarni więc jeżeli ktoś z nich nie widzi w sobie opisanych cech czy zachowań to bardzo dobrze – oby tak dalej. Reszta może weźmie sobie je do serca i wprowadzi zmiany – dla dobra całej kulinarnej blogosfery.

 

Każdy może pisać bloga

Założenie bloga to nie jest dzisiaj żaden rocket science a i koszt wejścia jest niski – byleby mieć dostęp do Internetów. Można za free założyć bloga na Bloggerze, w domenie blogspot i zacząć pisać choćby od zaraz. Bo przecież każda Pani Domu na macierzyńskim czy wychowawczym wannabe Martha Stewart czy Nigella Lawson. I każda przy tym „potrafi” świetnie gotować, interesująco pisać a do tego pstryknąć piękne, zachęcające do jedzenia zdjęcia. Bo przecież fame, wywiady, książki i własny program w TV czekają.

I niech powstaje jak najwięcej blogów (będę każdemu gorąco kibicować) byleby za blogowaniem szło biznesowe podejście a nie chęć zbierania darmowych skrzynek z żarciem – wtedy wszyscy na tym skorzystają. Są oczywiście wyjątki ale policzalne na palcach jednej ręki – to blogi nastawione na sukces, które metodycznie i bezkompromisowo brną do przodu – brawo dla nich. Ale w blogosferze kulinarnej są setki o ile nie tysiące blogów i większość z nich swoim podejściem zaniża wartość blogowego rynku.

 

Kilka porad o tym jak nie zarabiać na blogu czyli jak rondlary zgotowały swój los

Jeżeli masz już bloga kulinarnego lub właśnie planujesz go założyć to pamiętaj o tych trzech zasadach:
 
 

Publikuj darmowe wpisy za paczkę przypraw, opakowanie herbaty albo puszkę fasolki

Wejdź we współpracę z agencją lub marką za opakowanie kawy, herbaty, przypraw, za piekarnik (chociaż ten ostatni to przynajmniej upchniesz na Allegro) albo za recenzję książki (to jest dopiero intratne zlecenie). Koniecznie napisz o tym obszerny artykuł albo stwórz nowy przepis z użyciem produktu i jeszcze dodaj do tego konkurs, który będziesz musiała sama obsłużyć. Bo taki barter to marzenie każdego blogera kulinarnego. I absolutnie nie bierz za to żadnych dodatkowych pieniędzy. Bo pamiętaj – marka, o której piszesz za reklamę w prasie, TV, blogach lajfstajlowych czy portalach internetowych nie płaci przecież grubych pieniędzy (dziesiątków czy setek tysięcy PLN) więc i u Ciebie też nie musi zostawiać nawet tysiaka.

 

Pochwal się „darami losu” na swoim fejsie i Instagramie

Jak tylko dotrze do Ciebie nowa przesyłka – „dary losu” od agencji lub marki, od razu pochwal się nimi wszędzie. Pstryknij zdjęcie w jakiejś fajnej scenerii i jak szalona publikuj je najlepiej z hashtagami i linkami do strony produktu. Oczywiście wszystko za free bo przecież dostałaś paczkę a Twój wpis wcale nie jest darmową reklamą dla marki. I absolutnie nie ma znaczenia, że blogerzy, którzy znają swoją wartość, za tego typu publikacje pobierają wynagrodzenia. Ty rób to ZA DARMO.

 

Publikuj wszystkie otrzymane informacje prasowe

Kiedy agencja lub marka prześlą do Ciebie informację prasową o nowym produkcie, imprezie, marce – to bez zbędnej zwłoki opublikuj ją na blogu i podlinkuj na swoich socjalach. Bez opłat ma się rozumieć bo za reklamę w tym kraju się nie płaci więc i w blogosferze kulinarnej też płacić nie trzeba.

Z takim podejście nigdy nie zarobisz na blogu bo właśnie wpadłaś na listę publikujących za darmo. A jak nie zależy Ci na zarabianiu bo piszesz dla wyższych celów to przynajmniej NIE DZIAŁAJ NA SZKODĘ POZOSTAŁYM BLOGEROM.

 

Zacznij w końcu szanować swoją pracę i innych w blogosferze kulinarnej

Bo nie ważne jakiego masz bloga – na 1K czy 100K UU miesięcznie, każdy blog jest medium za pośrednictwem którego Ty lub marka, z którą aktualnie współpracujesz dociera do Twoich czytelników. I właśnie za to dotarcie i zasięgi, które generujesz  należy Ci się wynagrodzenie jak psu buda. Agencje o tym wiedzą, marki też o tym wiedzą a ty dajesz się im … bez wazeliny i jeszcze się z tego cieszysz.

Brawo!!!

Żebyś w końcu uwierzyła, że darmowe publikacje to frajerstwo przytoczę Ci raport SMG o wydatkach na reklamę w Polsce w  2015 roku i cytaty:

„Jak wynika z raportu SMG w 2015 roku najwyższy wolumenowy wzrost wydatków odnotowany został w przypadku sektora żywność, który przeznaczył na reklamę więcej o 121,7 mln złotych (dynamika 16,3%). Najaktywniejsze reklamowo w 2015 r. były kategorie: czekolada i wyroby czekoladowe. Wydatki w tej kategorii, po spadkach w pierwszym półroczu 2015 r., w drugim bardzo przyspieszyły. Drugą kategorią żywnościową pod względem aktywności były przetwory i przyprawy, a trzecią produkty mleczne.”

„Ubiegły rok był także niezwykle udany pod względem wydatków segmentu FMCG. Nakłady reklamowe tego sektora świadczą o prosperity na rynku. Budżety sektora dóbr szybkozbywalnych wzrosły o 170,2 mln złotych w stosunku do 2014 r. (dynamika wzrostu 9,9%). Aktywność reklamową zwiększały trzy z czterech branż FMCG: wspomniany już sektor żywność, sektor higiena i pielęgnacja (więcej o 7,5%, tj. o 37,8 mln złotych) oraz sektor napoje i alkohole, który wydał o 14,4 mln zł więcej niż przed rokiem (dynamika 4,1%)”.

„Procentowo najbardziej – o 10,7 proc., czyli 171,5 mln zł – wzrosły inwestycje reklamowe w internecie.”

Rynek reklamowy w 2016 nie będzie gorszy. Więc co – masz ochotę na kawałek tego reklamowego tortu???

Jeżeli tak to następnym razem, zanim pochwalisz się na fejsie nowym opakowaniem czekoladek albo koszykiem piknikowym zastanów się ile warta jest taka reklama.

 

Edukuj się rondlaro nie tylko z obróbki cieplnej kurczaka

Naucz się mierzyć swoją wartość, liczyć koszty, budować ofertę, wysyłać propozycje reklamowa a zbudujesz wokół swojego bloga silną markę – tak jak twoje idolki Martha i Nigella.

Edukuj się nieustannie – tylko wtedy nie dasz się wrobić w darmową współprace z kolejną marką, która dysponuje milionowym budżetem na reklamę a oszczędza w blogosferze kulinarnej.

Namawiaj inne blogerki do tego, żeby za współpracę brały wynagrodzenie (nawet przysłowiową stówkę) a potępiaj te, które robią to za darmo – to one działają na szkodę całej blogosfery.

***

Więcej o rynku reklamy poczytasz na stronie Wirtualne Media.

O budowaniu własnej marki na blogu Jesteś Marką.

 

 

  • Brawo !

  • W blogosferze kulinarnej nie będzie dużych pieniędzy z bardzo wielu powodów. Po pierwsze, blogosfera kulinarna jest rozdrobniona na jakieś kilka tysięcy blogów. Czy można winić nastolatkę, która zakłada blog kulinarny, nie wiedząc wiele o blogosferze (ot, spontanicznie dzieli się przepisami) za to, że przyjmuje paczkę fasolki i opisuje ją na blogu za darmo? Początkujący może nie wiedzieć, że to reklama i za reklamę firma mogłaby mu zapłacić. A może zwyczajnie na jego blogu jest tak mało odwiedzin, że ten barter jest opłacalny. Po drugie: blogi kulinarne są do siebie bardzo, bardzo podobne. Niewielu blogerów kulinarnych ma oryginalny pomysł na siebie, niewielu się wyróżnia. A skoro tak, to poza zasięgami, nie mają zbyt wiele do zaoferowania agencjom i markom. Dlaczego ktoś miałby współpracować z blogerką A za 2000 zł, jeśli blogerka B zrobi to samo o połowę taniej, a ma zasięg tylko niewiele gorszy? I to kolejny problem: bloger nie mówi jawnie o tym, ile zarabia na wpisach sponsorowanych, to nic dziwnego, kolejni nie znają cenników, zaniżają stawki.
    I po trzecie wreszcie: mam wrażenie, że blogerzy kulinarni nie mają pomysłu na to, jak zarabiać na blogach poza tym, że chcą zarabiać na współpracy z markami. A przecież można szukać pieniędzy w afiliacji czy tworzeniu własnych produktów, tak jak już robią to blogerki modowe, blogerzy finansowi i pewnie kilka innych grup. Blogerzy kulinarni zafiksowali się na tych markach, jakby to był jedyny sposób zarabiania na blogu.

    • Najwyższy czas wyedukować towarzystwo:) To jest dopiero pomysł na biznes:)

  • W blogosferze kulinarnej są duże pieniądze i będą jeszcze większe. Posłużę się jednak analogią do sportu – np. w piłkę nożną hobbystycznie grają miliony ludzi, wiele tysięcy zawodowo, ale dużo zarabia tylko garstka z Cristiano Ronaldo na czele. Z blogami jest podobnie. Możesz świetnie gotować i robić pyszne zdjęcia, ale to jest tylko niewielka część biznesu jakim jest zarabianie na blogu.

    • Nie wychodziłabym aż tak daleko z analogią do piłki nożnej. W blogosferze jest masa blogów, które zarabiają 0 zł na własne życzenie – bo publikują za darmo więc po co im później, przy kolejnej kampanii cokolwiek płacić – wystarczy wysłać paczkę. Nie sądzę, żeby jakikolwiek sportowiec grał za darmo.

      • Najwięcej sportowców gra za darmo i wręcz dopłaca do swojego HOBBY, i myślę że tak samo jest i będzie w blogosferze. 🙂 Tak jak napisałem wyżej – jeżeli chcesz zarabiać na blogu, a tym bardziej jeżeli chcesz się z tego utrzymywać, to daję sobie głowę uciąć że jest to możliwe i że jest w tym przyszłość, ale powtarzam drugi raz – samo gotowanie, robienie ładnych zdjęć i pisanie tekstów to 20% całego biznesu.

        Sam praktycznie utrzymuję swoją rodzinę z blogowania od dłuższego czasu, więc nie piszę tego bazując na poradnikach Jasona Hunta, tylko z własnego doświadczenia 🙂

  • Jak ona gotuje

    Bardzo ciekawy post! Sama od niedawna piszę bloga kulinarnego, więc te rady są bardzo cenne 🙂

    • Dziękuję. Uważam, że warto nie dać się namówić na darmowe publikacje tylko od samego początku pokazywać cennik a z czasem propozycje współpracy płatnej zaczną się pojawiać bo blog będzie postrzegany nie jako tablica darmowych ogłoszeń ale medium z którym warto współpracować za pieniądze. Ja sama jestem wyjątkowo w tym uparta 🙂

  • Kompletnie nie rozumiem Twojego wywodu i co on ma wspólnego z moim postem o darmowych publikacjach w blogosferze kulinarnej?:)

    • No jak to? 😀 Przecież sam tytuł „Dlaczego w blogosferze kulinarnej nie ma pieniędzy?” to już konkretna teza, z którą się nie zgadzam tak samo jak ze zdaniem „…w blogosferze kulinarnej nie ma i nigdy nie będzie wielkich pieniędzy.”, tak samo nie zgadzam się z piętnowaniem blogerek które gotują i prowadzą blogi dla przyjemności i z pasji, i biorą udział w konkursach czy akcjach „za paczkę przypraw”, jeżeli się z tego cieszą i sprawia im to frajdę to co w tym złego? 🙂 Blogi prowadzi się nie tylko dla pieniędzy 😉

      • Nie musisz się zgadzać:) Nie piszesz bloga kulinarnego więc nie wiesz jak wygląda zaplecze tej blogosfery. A blogerki, które publikują za paczkę przypraw zwyczajnie PSUJĄ rynek tak jak w każdej innej branży firma/firmy, które zaczynają „ściągać gacie” i obniżać ceny. Takie zachowania mają wpływ na całą branżę. A jak ktoś ma bloga nie dla pieniędzy to niech nie współpracuje z markami.

  • a ty dajesz się im … bez wazeliny i jeszcze się z tego cieszysz. <3
    W punkt! I dotyczy to blogerów ze wszystkich dziedzin imo 🙂